absurdy sądowe, kasta.news

Mafia w togach z troskliwego ojca zrobiła przestępcę

Albo areszt, albo podjęcie walki o syna w Warszawie

W lutym 2017 roku była partnerka Przemka uznała, że ze względu na bezpieczeństwo chłopca przestaje realizować kontakty. O tym, że Franek chodzi do przedszkola, Przemek dowiedział się w październiku 2017 roku ze sprawozdania kuratora. – We wniosku z kwietnia, o przyjęcie dziecka do przedszkola, napisała, że nie ma ze mną kontaktu. Tego samego dnia na sali sądowej dzielił nas od siebie metr. – W przedszkolu od pani dyrektor usłyszałem, że nie może pozwolić mi zobaczyć się z synem, ale za płotem jest miejsce publiczne i droga wolna. Stałem tam codziennie przez 30 minut. Ostatnio Franek przestał przychodzić do przedszkola. Na tym polega alienacja: dziecko zapomina. Tatę też można zapomnieć…O tym, jak krótka jest dziecięca pamięć, na własnej skórze przekonał się kolejny ojciec, Tomek. Zanim wyprowadził się z domu, Maks nie widział poza nim świata, dzisiaj odwraca od niego głowę. – Pyta mnie pani, jak wyglądają kontakty? Od listopada 2017 zawsze tak samo. Syna widuję przez dwie minuty. Atakuje mnie słownie. Mówi, że nie ma do mnie zaufania i nigdzie nie pójdzie. Kontakt kończy jego matka. Po spotkaniu cały dygoczę…

Tomek jest jednym z 20 proc. mężczyzn, których Ministerstwo Sprawiedliwości nie zauważa: ofiarą przemocy w rodzinie. Każdej: ekonomicznej, psychicznej, fizycznej. Słowo „żona” nadal wywołuje w nim lęk. – Kto jest na spotach „Funduszu Sprawiedliwości”? On czy ona? Zaszyto nam w mózgach damskiego boksera. Wie pan, co usłyszałem od wysokiego sądu na rozprawie o podział majątku: „Może powinnam panu współczuć?”.Ona była kobietą po przejściach, on mężczyzną z przeszłością. Wdowiec marzący o dziecku i wdowa z dwójką synów. Po kilku próbach in vitro, zdecydowali się na adopcję. Noworodka odebrali prosto ze szpitala. – Dzień 31 stycznia był najszczęśliwszym dniem w moim życiu. Kolejne były już mniej szczęśliwe.

Nowe rozdanie

Na imię jej Beata. Z zawodu jest dentystką, lubi mówić o sobie lekarz. Starsza o siedem lat, z dużo grubszym portfelem i słabością do dramatyzmu. Na sprawę karną, w której to on oskarżany jest o przemoc domową, przychodzi ubrana w nołnejmy i baleriny, na sprawę rozwodową i sprawę o podział majątku ma na sobie kilka tysięcy złotych. – Kastrowała mnie właściwie przez całe małżeństwo. Byłem dla niej życiowym nieudacznikiem. Nie lekarz, nie prawnik, a historyk z wykształcenia. To, co powiedziała, kiedy się wyprowadzałem, słyszę do dzisiaj: „Kto uwierzy tobie? A kto uwierzy mi – pani doktor? Jesteś nikim”.

Mniej niż zerem stał się, kiedy jego szkoła nauki jazdy otarła się o bankructwo. Momentalnie awansował na onanistę, psychopatę, na końcu Żyda z dziadkiem volksdeutschem. Mówiła o nim stary, pomarszczony, brzuchaty.– Nasze życie przypominało rollercoaster. Beata jednego dnia zamieniała dom w piekło, drugiego była do rany przyłóż. W pierwszych latach małżeństwa zdarzało jej się jeszcze przepraszać. Domową atmosferę poprawił przypływ gotówki. Ona sprzedała jedną z działek odziedziczonych po pierwszym mężu, on zamknął szkołę jazdy i znalazł nową pracę. „Odwilż” trwała jednak krótko – po wakacjach 2013 wszystko miało się zmienić. 31 sierpnia pokój Maksa przeszło tornado – wszystkie zabawki posłano na zieloną trawkę. Od teraz siedmiolatek miał zostać niewolnikiem nauki w miejscu, w którym uczą się „dzieci lekarzy i prawników” – szkole muzycznej w Poznaniu. Chłopcu losowo przydzielono skrzypce.– To, co działo się w domu, przeszło moje najgorsze wyobrażenia. Beata tresowała naszego syna każdego dnia przez wiele godzin. Weekendowym rytuałem stała się sesja poranna i wieczorna. Od tego, jak poszła nauka gry na skrzypcach, zależała reszta dnia…

To, co działo się w domu, przeszło moje najgorsze wyobrażenia

– Teraz nagle umiesz, bandziorze ty jeden ?! Przypomniało ci się ? Cały smyczek gra ! Wibracja ! Schowaj pieprzony kciuk ! Graj, mendo skończona… – tak to wyglądało. Poza agresją słowną matka dziecka sięgała po przemoc fizyczną. Biła Maksa paskiem i drewnianą łyżką. Każdą fałszywą nutę traktowała jak prowokację. Z tamtego okresu Tomek zachował jedno nagranie, którego autentyczność potwierdziło Biuro Ekspertyz Sądowych w Lublinie. Niestety, w sprawie rozwodowej sąd okręgowy „nagranych tortur” nie uwzględnił. Uznał, że ojciec „próbuje udowodnić, że matka bije dziecko”.Za każdym razem, kiedy próbował ingerować w metody wychowawcze żony, dostawał po łapach. Tym, co było pod ręką – miotłą, mopem, szklanką, latającym talerzem. – W weekendy miałem zniknąć. Jechałem po mleko albo wychodziłem na spacer z bulmastifem, a ona przekręcała zamek w drzwiach i zostawiała w nich klucze. Do domu mogłem wejść, kiedy skrzypce ucichły. Alarmowałem szkolnych pedagogów, ale oni nie chcieli się angażować. Maks nie był brudny, nie był niedożywiony. Na świadectwie miał czerwony pasek.

Biła syna paskiem i drewnianą łyżką

Z czasem sprzeciw zastąpił stan zamrożenia. Nie spał nocami, w dzień zasypiał na stojąco. Bał się powrotów do domu i bał się telefonów żony. Codzienność zaczęła go przerastać. – Dlaczego nie odszedłem? Łatwo powiedzieć… Może gdybym na koncie miał sześć zer, to kupiłbym dwa bilety lotnicze w jedną stronę i już nigdy nie wrócił. Nie miałem manewru Październik jest miesiącem, z którym Tomek ma najgorsze wspomnienia. Kończą się wakacje, zaczyna szkolna nerwówka. Po ataku manii żony w 2015 roku, wezwał karetkę pogotowania. Rok później to ona zgłosiła przemoc domową na policji. – Przyznaję, nie jestem święty, ale nigdy jej nie uderzyłem. Miałem romans. Żona dowiedziała się pół roku wcześniej przypadkiem. Niewłaściwy e-mail przyszedł w niewłaściwym czasie. Tylko że zdrada w naszym kraju nie jest karalna, a przemoc wobec dziecka i składanie fałszywych zeznań już tak. Kiedy zrobiono z niego „damskiego boksera”, wziął kredyt, wynajął mieszkanie i złożył pozew o rozwód bez orzekania o winie. Chciał jednego – umożliwienia mu kontaktów z synem. – Bałem się, że stracę kontakt z Maksem i tak się stało. Kiedy wracałem do domu, rzucał mi się na szyję i nazywał „najlepszym tatą na świecie”. Dzisiaj na słowo „kocham”, odpowiada, że go szantażuję.

Na tym polega alienacja, tatę można zapomnieć

W lipcu w 2017 roku dziesięciolatek złożył zeznania w sądzie. Kilka dni później „niewolnik nauki” dostał od mamy PlayStation. – Kiedy czytałem protokół przesłuchania, to miałem wrażenie, że recytuje z kartki. Pamiętał daty, dokładnie opisywał sytuacje sprzed kilku lat, używał słów dorosłych. Powiedział prawdę, ale zamienił rodziców. Ze mnie zrobił kata, z matki ofiarę przemocy. Nawet psycholog, którą poprosiłem o przeprowadzenie opinii z przesłuchania, napisała: „Kłamstwo powtarzane wielokrotnie jest w końcu brane za prawdę”.

Prezenty od Tomka trafiają do kosza. Telefon, który dał Maksowi na gwiazdkę, nie przeżył tygodnia. Nowego numeru syna nie poznał do dzisiaj. Urodzinowy baner z napisem: „Wszystkiego najlepszego! Tata”, który postawił o piątej rano na nasypie kolejowym na wprost wyjazdu z ich wspólnego domu,doprowadził Beatę do białej gorączki. – Po południu zacząłem dostawać SMS–y. Przychodziły jeden za drugim: „Szkoda, że baner ukradłeś firmie. Dziecko podsumowało, że tata wszystkich okrada. Nic nie daje od siebie. Gratulacje”, „Czy dostałeś pozwolenie na postawienia banera od kolei?” i „Nie ma samowolek”. Zadzwoniła nawet do mojej pracy, ale osoba z marketingu poinformowała żonę, że do kradzieży nie doszło, a baner był przeznaczony do wyrzucenia.

Tego samego dnia o godzinie 15.33 Tomek otrzymał jeszcze e-maila: „Bardzo proszę Cię o niewyprawianie cyrków na środku ulicy. Przypominam, że w naszym kraju obowiązują prawa autorskie. Nie zgadzam się na publikowanie mojego imienia przez Ciebie na środku publicznej szosy. To był NAJGORSZY prezent jaki mi sprawiłeś!!! To jest pierwsza i ostatnia wiadomość jaką ode mnie dostałeś. Maks lat 11 od dzisiejszego dnia”. Na początku wakacji Tomek dostał wiadomość od pełnomocnika żony. – Poinformowała mnie, że przełom czerwca i lipca nasz syn spędzi z mamą na „zorganizowanym przez profesjonalne biuro turystyczne wyjeździe do Grecji”. E-mail kończy bezczelna prowokacja: proszę o udzielenie informacji, gdzie przebywać będzie Maks podczas sprawowania przez pana opieki. Po pierwsze – on nie spędzi ze mną nawet pięciu minut, po drugie – zgodnie z postanowieniem sądu mogę przebywać z nim tylko na terenie Polski, a Beata na terenie całego świata. Dostałem też zdjęcia z pięciogwiazdkowego hotelu na Korfu z podpisem: „rodzina”…

– Wie Pan jak kończy się historia alienacji? Dziecko przestaje mówić tato i przychodzimy na „ty”. Z czasem „ty” zastępuje per „Pan”.Podobno miłości nie można kupić, ale miłość można zastąpić lojalnością.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *