sędziowie, służba więzienna, wywiad

Wszechobecne dopalacze, pijani klawisze śpiący w dyżurkach, wicedyrektor złodziej i wychowawca żonobijca. Tak „resocjalizują” w ZK Stargard

Rozmowa z Patrykiem S, osadzonym odbywającym karę 6 lat pozbawienia wolności w Zakładzie Karnym w Stargardzie.

Dagmara Piechta: Potrzebowaliśmy nie lada forteli i zabiegów mylących cieciów więziennych z zakładu karnego w Stargardzie aby dotarła do nas Pana korespondencja, a finalnie by dane nam było przeprowadzić ten wywiad.

Patryk S.: To fakt. Gdyby nie współpraca z kancelarią adwokacką, która przekazywała Wam materiały ode mnie oraz wysyłała instrukcje od Was, teoretycznie jako urzędowa korespondencja z adwokatem, świat poprzez Wasz poczytny portal nie dowiedziałby się jaka patologia pracuje w tak zwanej służbie więziennej zakładu karnego w Stargardzie i co tu się dzieje.

Dagmara Piechta: A co się dzieje ?

Wywiadowca
Patryk S.

Patryk S.: Pochodzę z Solca Kujawskiego, więc z autopsji nie znam Stargardu jako miasta. Wcześniej nigdy tu nie byłem. Będąc tu obecnie od 3 lat mam wrażenie to jest jakaś mała Sycylia. To miasto jest tak patologiczne, tak skorumpowane, kwitnie tu taki nepotyzm, że to są rzeczy niespotykane gdzie indziej. Wiceprezesem sądu rejonowego w Stargardzie jest niejaka Kamila Klimczak, pospolita złodziejka, oszustka, wyłudzająca kredyty z kasy sądu apelacyjnego w Szczecinie wspólnie z mężem, prezesem sądu w Choszcznie. Typiara „wali” państwo na kasę od 10 lat, prowadzi lewe biznesy, wynajmuje mieszkania, które kupiła z wyłudzania pożyczek. Normalna kryminalistka.

Jej ojciec, jakiś Czajkowski, gdy był wójtem wsi pod Stargardem, handlował bimbrem i korumpował ludzi. Zastępcą tej Klimczak w wydziale karnym sądu w Stargardzie jest baba, która pije nałogowo wódkę. Niejaka Halina Waluś. Rozpatrywała moje zażalenie na postanowienie w przedmiocie odmowy ścigania przestępcy Stefana Miśkiewicza, wychowawcy więziennego z ZK Stargard. Zachowywała się na tej sali jak chora psychicznie. Śmierdziała wódką, a jak jej zwróciłem uwagę, żeby mówiła wyraźniej bo nie rozumiem co gada, wydarła tę zapitą mordę tak głośno, że chyba słychać ją było na drugim końcu tego Stargardu.

Baba podobno wymieniała sobie szczękę na koszt podatnika z pożyczki wyłudzonej z kasy sądu apelacyjnego w Szczecinie. Od razu mogła sobie wymienić mózg przy okazji. Prezesem tego sądu w Stargardzie był natomiast pospolity kryminalista Mariusz Jasion. Bandyta ten zlecał porwania dziennikarzy piszącym o nim niepochlebne artykuły. Jest także paserem kradzionego oleju opałowego i współpracuje z bandytami, którzy robią dla niego lewizny.

Dagmara Piechta: Widzę, że jest Pan bardzo dobrze zorientowany w sytuacji

Patryk S.: Siedziałem z chłopakami, którzy kradli dla Jasiona paliwo i olej opałowy, a także drogie zegarki. Głównie z Goleniowa. Pijaczka Halina Waluś, która każe do siebie mówić „wysoki sądzie” jest mi znana z autopsji, a o wyczynach złodziejki Kamili Klimczak czytałem w prasie. To nie są żadni sędziowie, tylko menele spod budki z piwem, pospolite dno społeczne, przestępcy gorsi niż ja.

Dagmara Piechta: Wróćmy jednak do sytuacji w Zakładzie Karnym w Stargardzie. Padło tam nazwisko Stefan Miśkiewicz. Któż to taki ?

Patryk S: Pani redaktor, Stefan Miśkiewicz jest to prymitywny, spasiony bandyta, który resocjalizował swoją byłą żonę za pomocą kabla od żelazka przez dobrych kilka lat. W jego domu funkcjonowała niebieska karta przemocy w rodzinie. Oprócz tego złodziej żywności więziennej, którą każe sobie pakować na wynos do tak zwanych „czworaczków”. Jego sąsiedzi mówią, że zaburzeniec ten znęcał się przez lata nad rodziną. Facet jest niezrównoważony psychicznie i powinien siedzieć w zakładzie psychiatrycznym. Staram się, aby mnie jeszcze bardziej nie zdemoralizował, bo zresocjalizować to ewentualnie ja mogę jego. Jego „praca” polega na graniu w pasjansa przez cały dzień i wynoszeniu ukradzionych z ZK przedmiotów, do samochodu, który parkuje przez wjazdem do tej jednostki.

Dagmara Piechta: Panie Patryku, za bardzo mnie Pan nie zaskoczył. Pisaliśmy już na portalu kasta.news w ubiegłym roku o kadrze stargardzkiego zakładu karnego. Nawet były alfons znalazł tam zatrudnienie.

Patryk S. Ale na kierowniczych stanowiskach też ! Pani Redaktor, do niedawna zastępcą dyrektora zakładu karnego w Stargardzie był Paweł Cybulski, pospolity złodziej prądu i stalker, który wspólnie z synkiem byłym więźniem nękali swoją sąsiadkę, starszą panią.

Dagmara Piechta: Może nam Pan więcej o tym opowiedzieć ? Myślę, że opinia publiczna powinna wiedzieć kto zajmuje się resocjalizowaniem więźniów.

Patryk S. Oczywiście. Cybulski mieszkał kiedyś w baraczku przed wjazdem do starej siedziby zakładu karnego w Stargardzie potocznie zwanej „Auschwitz”. Nie dość, że utrzymanie tego pasożyta kosztowało podatnika mnóstwo pieniędzy, bo za nic nie płacił, to na dodatek kradł jeszcze prąd z zakładu karnego w Stargardzie. Kiedy sprawa się wydała, próbował się bronic, że nie wiedział, że to prąd z ZK. Tatuś przestępca, więc i synek poszedł w ślady ojca i trafił do więzienia w Stargardzie za handel narkotykami,. Mieliśmy więc dwóch Cybulskich w jednym zakładzie. Tatuś klawisz i synuś więzień. Kiedy synek wyszedł z więzienia, zajęli się z tatą stalkingiem wobec swojej sąsiadki. Cybulski junior oddawał mocz pod jej drzwi, a Cybulski senior wyzywał od „starych ku***”. Podam Pani kontakt do córki seniorki stalkingowanej przez psychopatów Cybulskich. Będziecie mieli dobry materiał na kolejny artykuł.

Dagmara Piechta: W pismach wysyłanych do naszej redakcji na adres kancelarii adwokackiej, pisał Pan także o niejakim klawiszu Jacku Balcewiczu. Podobno ukradł Panu sprzęt RTV z magazynu, a inny celowo rzucił o ziemię, żeby Pana sprowokować do uderzenia go ?

Patryk S: Nazwanie byłego klawisza Jacka Balcewicza śmieciem, to jest obraza dla wszystkich śmieci znajdujących się na wysypiskach śmieci w Polsce. Zaburzony psychopata Jacek Balcewicz to były pacjent zakładu psychiatrycznego. Przesiedział tam pół roku, bo ciągle słyszał głosy i twierdził, że wciąż jest prześladowany przez więźniów. Po powrocie z zakładu psychiatrycznego powrócił do pracy ale miał zakaz kontaktu z osadzonymi, dlatego wylądował na pralni i w magazynie. Tam psychopata prowokował więźniów niszczeniem im zmagazynowanego sprzętu RTV. Śmieć wyspecjalizował się w okradaniu więźniów metodą na „zadośćuczynienie”.

Osadzony nie wytrzymywał, nawrzucał zaburzonemu Balcewiczowi, a ten już biegł do prokuratury z doniesieniem, że został znieważony. A że polski ustawodawca uczynił z półpiśmiennego nieuka, chorego psychicznie Balcewicza „funkcjonariuszem publicznym”, do sprawy podchodzili w tej prokuraturze śmiertelnie poważnie. Zamiast pogonić śmiecia i przysolić mu 100 000 zł grzywny za zawiadamianie o niepopełnionym przestępstwie mafia w togach nauczyła śmierdziela, że taką metodą może wyciągać drugą pensję. Z okradania więźniów Balcewicz zrobił sobie sposób na życie. Ten idiota nawet dobrze nie potrafił się podpisać. Takie typowe zero, dno społeczne. Jego „stara” udawała poważnie chorą, dzięki temu śmieć siedział jak nie w zakładzie psychiatrycznym, to na wyłudzonych zwolenienach lekarskich. Że ziemia nosi takich psycholi, to jest coś przerażającego.

Mój znajomy ma mieszkanie w Stargardzie, klatkę obok tego świra Balcewicza. Opowiadał mi, że Balcewicz regularnie parkuje na kopertach dla niepełnosprawnych i wyciąga pod osłoną nocy z samochodu rzeczy kradzione z zakładu karnego. Handluje też na olx-ie kradzionymi ręcznikami z logo ZK-AŚ, talerzami, sztućcami, ubraniami. No niech Pani sama powie, czy to nie jest psychopata ?

Dagmara Piechta: Wspominał też Pan o niejakim Pawle Apiecionku. Podobno dostarcza więźniom wódkę i dopalacze ?

Patryk S. Ten knur to ledwo się rusza. Apiecionek waży chyba z 200 kilo. Dlatego zajmuje się głównie dealowaniem i handlem wódką z osadzonymi. Za flaszkę bierze aż 200 zł. Oczywiście wszystko w przerwach między żarciem, bo on w zasadzie to żre przez pół dnia ( śmiech). Rozkłada kiełbachy, salceson, kaszankę i dwa bochenki chleba na biurku. Gdy się nażre, zasypia na blacie biurka i tak gnije do momentu, kiedy nie przyjdzie zlecenie na dostarczenie flaszki z „Żabki”, czy dopalaczy. Dopalacze w zakładzie karnym w Stargardzie są prawie w każdej celi bo głównie dostarczają je klawisze. Oni są jak prostytutki. Za pieniądze zrobią wszystko.

rozmawiała Dagmara Piechta

7 komentarzy dla “Wszechobecne dopalacze, pijani klawisze śpiący w dyżurkach, wicedyrektor złodziej i wychowawca żonobijca. Tak „resocjalizują” w ZK Stargard

  1. To jest jeden z waszych najlepszych tekstów. Choć dużo jeszcze gorszych rzeczy które się tam dzieją nie opisaliscie. Chwała Wam za to co robicie redakcjo

  2. W imieniu brata serdecznie dziękuję za opublikowanie tego wywiadu. Rozesłałam go wszystkim znajomym i rodzinom osadzonych w ZK Stargard!

  3. Redakcjo, robicie kapitalną robotę. dziś ten tekst lata po messindzerach od rana w całym Stargardzie za sprawą rodzin osadzonych w ZK. DZIĘKUJĘ W IMIENIU MĘŻA POZDRAWIAM

  4. Niestety prawda jest taka iż mamy bardzo ograniczone i zubożałe w uczucia społeczeństwo. We wszystkich instytucjach powiązanych z państwem jest przemoc, a prawo nie istnieje. To samo dotyczy systemu edukacji, służby zdrowia, systemu prawnego. W znakomitej większości funkcjonariusze i pracownicy tych instytucji, mam na myśli tych uczciwych, boją się utraty posady, bo mają kredyty itp.ale żaden z nich nie myśli, że ludzie których niszczy system też mają rodziny i kredyty i przez takie zaburzone pasożyty, zniszczone życie. Ci którzy przymykają oko i kryją przestępców stają się niestety współwinni. W obliczu plandemii jest to samo, dla kasy ludzie zrobią wszystko. Obudźcie się i zacznijcie myśleć i czuć sercem. Przesyłam każdemu energię miłości by trafiła do Waszych odbudowanych ścianą serc.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.